maurycy blog

Twój nowy blog

Wpisy, których autorem jest autor

czasem

Brak komentarzy

czasem mnie ciągnie, żeby znowu zacząć.

.

Brak komentarzy

.

motto:

<t0m> jestem tam u ciebie myslami:)
<t0m> czujesz jak Cie teraz przytulam w myslach?
<balw> czuje…
<t0m> a jak daje buziaka tez?
<balw> mhm…
<tom> a czujesz jak odgarniam ci wlosy…pochylam sie do ucha i szepcze „kocham Cie”?
<balw> czuje:D
<t0m> to niezle masz schizy Kochanie:P

Źródło:bash.org.pl


włącz kamerę, no włącz, mała, chcę Cię zobaczyć. to da nam iluzję bliskości – na grubość ekranu. można by prawie zapomnieć, że – tysiąc mil morskich od siebie – nie zobaczymy się naprawdę przez najbliższe trzy miesiące. ale wysoka kompresja i niska rozdzielczość zapomnieć nam nie pozwolą. mówisz jak leżę i zamykam oczy, to prawie wydaje mi się, że jesteś obok mnie. mi czasem wydaję się, że mógłbym wyciągnąć rękę i pogłaskać cię po policzku.

oglądamy razem film, każde u siebie – oboje mamy tą samą wersję pliku, startujemy na trzy, cztery, komentujemy na gorąco. czasami, późnym wieczorem, usypiasz przy bajkach, które opowiadam, wysoce skompresowany. czasami niezakłócane niczyim głosem syczenie cichnie w słuchawkach – zbyt długo nic nie mówiliśmy, wsłuchani w stukanie klawiatury po drugiej stronie, zajęci swoimi sprawami, ale wirtualnie bliscy sobie, wirtualnie tuż obok.

niezłe mamy schizy, Kochanie


closeness i proximity – dwa pojęcia, które służą Baumanowi do opisu przemian, jakie nastąpiły w relacjach międzyludzkich dzięki wynalazkom telefonu komórkowego i internetu. fizyczna bliskość, intymność i wirtualna „niedalekość”.

ale co dokładnie Bauman miał na myśli?

virtual proximity to odległość komunikacyjna, która z bliskością nie ma nic wspólnego. zastępuje długo wypracowywaną i trudną do zerwania, a opartą na fizycznej bliskości relację łatwymi do nawiązania i zakończenia, a traktowanymi instrumentalnie, wirtualnymi kontaktami.

z nami przecież jest inaczej. współobecność i dotyk zamieniamy na inne formy bliskości z potrzeby chwili, już tylko trzy miesiące. virtual closeness?

4

2 komentarzy

prawie cztery lata w blogoświatku (bo nie w blogosferze). wygląda na to, że posiadam (posiadam – oprócz loginów znam także hasła) już cztery blogi. rozmieniam się więc na drobne, proszę państwa.

bo próbuję znów nieśmiało coś napisać, bo znów mnie gniecie w bebechy a to to, a to tamto, tylko nie zawsze wiadomo, w którą stronę wypluć. męczy mnie bowiem perspektywa nieczytanych notek, naganiania czytelników, i tak dalej. sami w tym gąszczu mnie przecież nie znajdą.

a gdybyś przypadkiem tu zajrzał(a), daj znać. i wróć za dwa tygodnie. znowu spróbuję sprobować.

maurycy znów szwęda się po świecie. znów na dłużej, bo aż pięć miesięcy. Erasmus w Norwegii. środek ciężkości mojej paplaniny będzie teraz bliżej
http://tromso.blog.pl
, ale wyjazdy zawsze zachęcają mnie do pisania, a nie wszystko przecież można umieścić na blogu, który czytają wszyscy, rodzina, przyjaciele, znajomi, nie mający pojęcie o istnieniu maurycego. dlatego i tutaj czasem coś się zapewne pojawi.

a

7 komentarzy

a sondy na onecie są chyba przede wszystkim miernikiem siły oddziaływania mediów. (i to słabym. ale bez uwag metodologicznych). bo jeśli przeciętny respondent ma odpowiedzieć na pytanie Czy uważasz, że polski kontrwywiad jest dobrze przygotowany do misji w Afganistanie?, to wiadomo przecież, że wiedzy na ten temat nie czerpał z raportu sejmowej komisji ds. służb specjalnych,

co nie?

nie żebym miał czas na takie głupoty, właściwie jestem totalnie pod ścianą, w najmniejszej lastminucie jaką można sobie wyobrazić. dużo się zmieniło, bardzo dużo, ale na historie mego życia między notkami szkoda palce strzępić. powiem tylko, że unter anderem kilka blogowych znajomości przeniosło się w real, inne umarły śmiercią naturalną – zawsze tak jest, jeśli nie odwiedza się miejsc dawnych spotkań. zapomniałem też trochę, jak to się robi, znowu będę czytał z lekkim rozczarowaniem za kilka dni, tygodni, lat (no o boże, jak to brzmi, jak zza grobu). nie gram w world of warcraft, ale śnieżyca za oknem sprawiła mi dzisiaj wiele rozrywki między popytem a podażą.

no, to próbne nieśmiałe chrząknięcie w wielkiej sali koncertowej bez widzów mam już za sobą.

Jest Ona. I On jest. Kolejność właściwie bez znaczenia. Będą różnić się co najwyżej strojem i końcówką czasownika. Więc nieważne, czy On ją, czy Ona jego. Miewamy ich wokół siebie, a nawet i w sobie. Ale niech Ona jego.
On jest duszą towarzystwa, lokalnie oczywiście – tak jest zawsze przecież – choć łatwo mu zaistnieć i na zewnątrz, odważny, przebojowy i szarmancki. W jej próbach odważenia się na cokolwiek zawsze zobaczycie jakieś wycofanie, brak pewności siebie, który w ostatniej chwili dyskwalifikuje wszelkie wysiłki i przynosi rozczarowania. Prowadzi do samobiczowania i wyrzutów zaczynających się od słów gdybym tylko… i tak dalej, i tym podobne.
Ona nawet pewnych ludzi miewa w pogardzie, w wielu sytuacjach potrafi podnieść głowę, powiedzieć nie i postawić na swoim. Ale przy nim zawsze musi się potknąć, zająknąć. Ulega, zgadza się na wszystko.

work in progress

5 komentarzy

Nad brzegiem Wisły huk szczytującego miasta zdawał się znacznie mniej dotkliwy niż pośród ścian betonu, stali i szkła łapiących każdy zgrzyt pulsujących ulic tylko po to, by oddać go głośniejszym i bardziej przenikliwym. Tutaj szum komunikacyjnego krwioobiegu rozpływał się i ginął w wilgotnym, lepkim powietrzu mroźnego poranka. Mleczny opar nad rzeką rozpraszał też światło słońca, wiszącego nisko nad wschodnim horyzontem, więc drugi brzeg i odległe pylony Mostu Siekierkowskiego bledły za mglistą zasłoną.
Dwie postacie przysiadły na sczerniałych kamieniach, które wkrótce miała zalać woda wiosennych roztopów.
– To oczywiste, że przegięły – mówił jeden lekko podniesionym, piskliwym głosem – co zresztą było do przewidzenia. I wiesz przecież, że od początku mi się to wszystko nie podobało, ta koszmarna nagonka, ktoś w końcu musiał się nimi zająć. Ale oni… – zawahał się – my… przegięliśmy jeszcze bardziej.
– Identyfikujesz się z tą hołotą? – pytał drugi.
– Teraz wszyscy musimy się z nimi identyfikować, każdy, kto ma penisa w majtkach, jest współodpowiedzialny. Nie ma wyboru.

te stare

3 komentarzy

chyba trzeba będzie
czytam te stare i głupio się przyznać
ale nawet trochę tęsknię


  • RSS