nie żebym miał czas na takie głupoty, właściwie jestem totalnie pod ścianą, w najmniejszej lastminucie jaką można sobie wyobrazić. dużo się zmieniło, bardzo dużo, ale na historie mego życia między notkami szkoda palce strzępić. powiem tylko, że unter anderem kilka blogowych znajomości przeniosło się w real, inne umarły śmiercią naturalną – zawsze tak jest, jeśli nie odwiedza się miejsc dawnych spotkań. zapomniałem też trochę, jak to się robi, znowu będę czytał z lekkim rozczarowaniem za kilka dni, tygodni, lat (no o boże, jak to brzmi, jak zza grobu). nie gram w world of warcraft, ale śnieżyca za oknem sprawiła mi dzisiaj wiele rozrywki między popytem a podażą.

no, to próbne nieśmiałe chrząknięcie w wielkiej sali koncertowej bez widzów mam już za sobą.