Jest Ona. I On jest. Kolejność właściwie bez znaczenia. Będą różnić się co najwyżej strojem i końcówką czasownika. Więc nieważne, czy On ją, czy Ona jego. Miewamy ich wokół siebie, a nawet i w sobie. Ale niech Ona jego.
On jest duszą towarzystwa, lokalnie oczywiście – tak jest zawsze przecież – choć łatwo mu zaistnieć i na zewnątrz, odważny, przebojowy i szarmancki. W jej próbach odważenia się na cokolwiek zawsze zobaczycie jakieś wycofanie, brak pewności siebie, który w ostatniej chwili dyskwalifikuje wszelkie wysiłki i przynosi rozczarowania. Prowadzi do samobiczowania i wyrzutów zaczynających się od słów gdybym tylko… i tak dalej, i tym podobne.
Ona nawet pewnych ludzi miewa w pogardzie, w wielu sytuacjach potrafi podnieść głowę, powiedzieć nie i postawić na swoim. Ale przy nim zawsze musi się potknąć, zająknąć. Ulega, zgadza się na wszystko.