maurycy blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2006

Wiem już od dawna, że nie dane mi jest płynąć głównym nurtem. Właściwie tam zawsze było niewygodnie, coś odstraszało – może tłum współpodróżnych. Ale coś jednak sprawia, że cały czas jedną nogę, połę płaszcza, opuszki palców zanurzam w tej brudnej wodzie, coś kusi nieustannie, niestrudzenie. I wciąż tej pokusie ulegam – na tyle, żeby zamknąć sobie raz na zawsze drogę do pewnej upragnionej wspólności, która swą wartość objawiła zdecydowanie za późno. Są grzechy niezmazywalne i nieodwracalne, zbyt mocno zakotwiczone w kulturze i mojej świadomości, by kilka dekad obyczajowego luzu mogło ulżyć nieznośnemu swędzeniu sumienia. Chodzi też o innych, o innych innych, którzy zawsze woleli spacerować wzdłuż brzegu. Ale też i o to, co mówił kiedyś taki ktoś, kto już nie żyje. Właściwie mówił o powstrzymywaniu się od przekręcania głowy w lewo, choć to tylko przykład. Może jest już za późno, ale nie wolno tak myśleć. Tylko zacząć od początku, od teraz, od dzisiaj, od tutaj (myślmy czasoprzestrzennie). Znów rozczarowuje mnie styl, forma. Jednak nie o to chodzi.

Wieczorem chmury nad Warszawą, wielkie i ciężkie jeszcze, ale już odchodzące, masywni wojownicy opuszczający pole bitwy o losy tego świata. Słońce podświetla je na różowo, czerwono, pomarańczowo. Daje się odczuć nadchodzący spokój, jakby natura po kilkudniowej nawałnicy postanowiła wreszcie zostawić nas w spokoju. Mam nadzieję, że dostrzegając zbieżność stanów pogody z tym wszystkim, co ostatnio dzieje się wokół (tuż obok, a nawet bliżej, nawet w samym egocentrum wydarzeń), nie wyrażam tylko pobożnych życzeń. Mam nadzieję, że faktycznie się uspokoi. Zmęczenie, z nadzieją na ulgę.

wracam tu, już wkrótce…

tam jednak niewygodnie


  • RSS