maurycy blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2004

Żyję. I witam po przerwie. Udało mi się włączyć na tych głupich uniwersyteckich komputerach polskie litery, więc nie jest źle.

Głupio mi trochę, bo nie mam siły opisywać wszystkiego, co ostatnio się zdarzyło, poza tym to nudne. Na razie cieszy mnie to, że Amerykanie dużo więcej się uśmiechają niż Polacy. Mój organizm jeszcze nie do końca zaakceptował zmianę czasu, więc teraz jestem już trochę zmęczony (w Polsce jest przecież 23:25 a u mnie 16:25 a właściwie 4:25 PM).

Mam już dość regularny dostęp do komputera na uniwerku, więc nie będę się ociągał z kolejnymi wieściami dla Was. Na początku będzie zwyczajnie reportersko, potem postaram się wrócić na normalny tor, że tak powiem.

Ostatni

1 komentarz

Ostatni uśmiech. Ostatni uścisk dłoni. Ostatnie spojrzenie na okolice.
Ostatnie trzy godziny w domu.
Ząb boli nad ranem, codzienność na szczęście pokonała niebezpieczną niezwykłość tej chwili. I jestem zawieszony jakoś między „to przecież tylko…” a „to przecież aż…”.

Wziąłem mnóstwo płyt, trochę książek, cały słowosklejczy dorobek mój na kawałku laserem wypalonego plastiku. Gitarę i nadzieję. Od tygodni już – nadzieję, że jakoś tam się wszystko ułoży, że pustka się wypełni i że zostaje tu ktoś, kto będzie tęsknił, a może nawet czekał.

Żegnam się więc z Polską, Moi Drodzy. Na długich dziesięć miesięcy. Nadawał będę zza oceanu. Teraz może być krótka przerwa, bo niestety nie wiem, kiedy założą mi w USA internet. Ale wszystko zapiszę i Wam opowiem.

Pozdrawiam serdecznie!

1…

4 komentarzy

Najważniejsze to nie myśleć o tym, że już jutro będę tysiące kilometrów od domu.

O kurwa, jak ja nie mam już totalnie nic do powiedzenia…

2…

5 komentarzy

Po śmierci Miłosza, poprzedzonej odejściem Niemena i Kaczmarskiego coraz częściej widuję hasła: Koniec epoki!, Kto następny? – tytuł notek na blogach i wypowiedzi na forum.

Ja wiem, że następny jest mój dziadek. I wiem, że jak wrócę, jego już nie będzie. I że on już o tym wie, choć nikt nie chce mu powiedzieć. I strasznie mi wtyd, że nie mogę. Bo kłamstwo jest kłamstwem, a on wie o tym przecież.

I wiecie, nie chodzi mi o wydobywanie jakiejś prawdy czy czegośtam. To po prostu kolejna cegiełka strachu przed Babilonem. Strachu już (nawet tu i teraz) oswajanego, ale zakorzenionego gdzieś głęboko w sercu.

I to rzeczywiście jest koniec pewnej epoki. Dla mnie koniec pięknych czasów dzieciństwa w domu z rodziną i z dziadkiem na rybach. Samo oderwanie od tych miejsc, moich miejsc, ale też świadomość zmian, które tu zajdą. Kiedy wrócę, będzie już zupełnie inaczej.

3…

Brak komentarzy

Dla świętego spokoju i z opóźnieniem…

4…

2 komentarzy

        sączyłbym cicho kawę
        o czwartej nad ranem
        pisał wiersz o sercu
        przejechanym walcem

        ale zmięły mnie srodze
        porno reklamówki
        nawet miłość nie daje
        nadziei na lepsze

        nie wystaję z wody
        wspinam się na palce

        20/21 sierpnia ’04

5…

4 komentarzy

Coraz bliżej zmiany. Strach mieszałby się z ciekawością, gdyby nie świadomość przyszłej tęsknoty…

A dzisiaj duszno i znowu nie zasnę…
Kurwa, kurwa, kurwa
I roztrzykropkowałem się tak sentymentalnie, że aż się rzygać chce.

After party.

2 komentarzy

Są takie noce i poranki, wiecie, kiedy wydaję mi się, że stało się coś ważnego, że wszedłem poziom wyżej, przekroczyłem drzwi, itd., zrozumiałem coś. I może to są mrzonki i banały, i może sobie tylko przypominam coś, co wiedziałem już dawno. Ale to chyba jedyne, co mi teraz zostaje. Kurczowo trzymać się strzępków, bo wrócę za prawie rok i coraz mocniej to odczuwam.

Najważniejsze są oczy, wiecie. I dłonie, i głosy. Ale nawet tej zakurzonej, piaszczystej drogi, wiodącej do domu, będzie mi w Babilonie brak.

No tak.

1 komentarz

Bo Miłosz zmarł, a ja zupełnie o tym nie napomknąłem, jakby mnie to zupełnie nie obeszło, jakby nie miało znaczenia, że odszedł jeden z największy polskich poetów XX wieku.
Za bardzo byłem zajęty, za bardzo zaaferowany innymi sprawami. A wkrótce jego pogrzeb i tak dalej. Składam więc hołd, choć trochę spóźniony.


Czesław Miłosz (1911-2004)


Miłość

Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.

Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
Żeby stanęły w wypełnienia łunie.
To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.

Warszawa, 1943

Ars poetica?

Zawsze tęskniłem do formy bardziej pojemnej,
która nie byłaby zanadto poezją ani zanadto prozą
i pozwoliłaby się porozumieć nie narażając nikogo,
autora ni czytelnika, na męki wyższego rzędu.

W samej istocie poezji jest coś nieprzystojnego:
powstaje z nas rzecz, o której nie wiedzieliśmy, że w nas jest,
więc mrugamy oczami, jakby wyskoczył z nas tygrys
i stał w świetle, ogonem bijąc się po bokach.

Dlatego słusznie się mówi, że dyktuje poezję dajmonion,
choć przesadza się utrzymując, że jest na pewno aniołem.
Trudno pojąć skąd się bierze ta duma poetów
jeżeli wstyd im nieraz, że widać ich słabość.

Jaki rozumny człowiek zechce być państwem demonów,
które rządzą się w nim jak u siebie, przemawiają mnóstwem języków,
a jakby nie dosyć im było skraść jego usta i rękę
próbują dla swojej wygody zmieniać jego los?

Ponieważ co chorobliwe jest dzisiaj cenione,
ktoś może myśleć, że tylko żartuję
albo że wynalazłem jeszcze jeden sposób
żeby wychwalać Sztukę z pomocą ironii.

Był czas, kiedy czytano tylko mądre książki
pomagające znosić ból oraz nieszczęście.
To jednak nie to samo co zaglądać w tysiąc
dzieł pochodzących prosto z psychiatrycznej kliniki.

A przecie świat jest inny niż się nam wydaje
i my jesteśmy inni niż w naszym bredzeniu.
Ludzie więc zachowują milczącą uczciwość,
tak zyskując szacunek krewnych i sąsiadów.

Ten pożytek z poezji, że nam przypomina
jak trudno jest pozostać tą samą osobą,
bo dom nasz jest otwarty, we drzwiach nie ma klucza
a niewidzialni goście wchodzą i wychodzą.

Co tutaj opowiadam, poezją, zgoda, nie jest.
Bo wiersze wolno pisać rzadko i niechętnie,
pod nieznośnym przymusem i tylko z nadzieją,
że dobre, nie złe duchy, mają w nas instrument.

Berkeley, 1968

Stańko

6 komentarzy

ustanos.jpgzzaucha.jpg
oko.jpgokular2.jpg


  • RSS