maurycy blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2004

***

6 komentarzy

złaź ze mnie szmato
mówił co rano z obrzydzeniem

bezwładnie spadało posłuszne sześćdziesiąt kilo
na podłogę z przegniłych desek
stłumiony jęk, trzaśnięcie drzwiami

czarne zęby i rzadkie, połamane włosy
nie dawały nadziei na księcia z bajki,
romantyczne ucieczki

kochała swoje dzieci nie z przymusu
nawet bała się, co z nimi będzie

co nie zmienia faktu, że
o świcie 14 czerwca 2004 roku
widziano jak bezpański pies wlókł po torach
roztrzaskaną ludzką czaszkę

lipiec ’04


Znowu wyjeżdżam. Dzisiaj, zaraz.
Tym razem Cieszyn. Potem jeszcze 2 dni w domu i Tatry.

Eh…
Bita śmietana rozkosznie rozpływa mi się w ustach. Za chwilę zęby zaprostestują przeciw kolejnemu zetknięciu z zimną materią lodów truskawkowo-czekoladowych, pyszny słodki wafel pęknie i na zawsze zniknie w czeluściach żądnego wrażeń, przepastnego żołądka.
Idę ulicą Chmielną, mijam uśmiechnięte, piękne i lekko ubrane kobiety. Przez słuchawki powoli sączy się wspaniały głos Kd Lang śpiewającej Exactly Like You.

Dzisiaj nic, jutro nic, a pojutrze się zobaczy.

Myślę sobie, że…
Są wakacje.

Mój ojciec kupił nowy gramofon i dzisiaj Dark Side Of The Moon poszło już z czarnej płyty.

Wróciłem

1 komentarz

Czyli:
No jestem!

Jutro coś może napiszę.
Teraz idę spać…

Dobra.
Wyjeżdżam.
Dzisiaj o ósmej rano.
Wracam 25 lipca wieczorem.
Miłego obijania się życzę.

nic

15 komentarzy

i pamiętajcie o mnie
bo Nowy Babilon

i otuchy dajcie
bo sto dziesięć kilo

będę ważył

i nic nie napiszę
bo nigdy nie umiem

i kłamstwo jest wielkie
w każdej obietnicy
że pracował mocno

a tylko nos w okno
na wschód wirtualnie
do Was przez ocean

i nic
tak to widzę

komiks1.JPG

Niżej coś dużo ciekawszego

Stare listy znalazły się nagle podczas przekopywania pokojowego bałaganu w poszukiwaniu jakieś mało istotnej dupereli.
Pudełko pełne wspomnień po tych nikłych i tych mocniejszych niciach, które rozciągnięte były kiedyś międy mną a innymi ludźmi.
Pocztówki od tych lepszych znajomych, listy od trzech uśmiechniętych mieszkanek „miasta Świętej Wierzy”, pełna szczerości korespondencja z jedynym facetem, który mógł być moim przyjacielem, ale nim nie został. Potem listy od jedynej kobiety, której uwierzyłem, że mnie kocha. Ona mi też uwierzyła i niestety na dobre jej to nie wyszło.
I na końcu listy od jedynej kobiety, której „Kocham Cię” mówiłem naprawdę szczerze – tak szczerze, że wierzę w tamtą szczerość i dzisiaj, choć dawno zapomniałem, jak to jest nie spać przez kogoś po nocach. Eh, szczeniackie czasy…

Listy. Jedyny dowód na to, że ktoś mnie kiedyś obchodził, a może że ja kogoś obchodziłem.

Listy mają w sobie coś dziwnego. Jakby pachniały tym ciepłem, które było między mną a tymi ludźmi. Tą trawą, na której leżałem pewnej pięknej nocy z… Ale przede wszystkim tą atmosferą serdeczności, otwartości, szczerości, której dzisiaj tak bardzo mi brakuje. Nie wiem, może jest tak dlatego, że zamknąłem się na ludzi. A może to naturalne w procesie dojrzewania. Twardnienie skorupy. Ludzie skostniali wspomagają ten proces, ludzie żywi wciągają mnie znowu w nurt życia, który zmiękcza i rozbija niewygodny pancerz. Te wakacje chcę więc spędzić między żywymi ludźmi. Z nimi i wśród nich. Żeby wzmocnić te cienkie nitki przed odlotem do Babilonu, którego zresztą coraz bardziej się obawiam. Tego oderwania od ludzi właśnie. Międzyludzkiej pustki. Stamtąd też będę pisał. Ale to dopiero pod koniec sierpnia.

Tym samym Maurycy, po okresie bełkotu, niewiadomocochcenia i wysilasto-niewysinibylastej prawdo-nieprawdy, zrobił kolejny krok w stronę sensu i, tak czy siak rozumianej, autentyczności.
Jak widać, trzeba pozwalać, by tekst pisał się sam i kiedy chce.


W sobotę rano wyjeżdżam na 3 tygodnie.
Sesję skończyłem ze średnią 4,5, jest więc nikła szansa na stypendium. Czyli nieźle.
Miłych wakacji wszystkim życzę!


  • RSS