maurycy blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2004


     He said „eat this bread and think of it as me
     Drink this wine and dream it will be
     The blood of our children all around
     The blood of our children all around”

                                      - Dave Matthews Band, Christmas Song


Na dzień dzisiejszy wiem z całą pewnością:


Bóg istnieje.

Ja istnieję.

Miłość to jedyna rzecz, która może ocalić człowieka.

To niewiele jak na dziewiętnaście lat życia.
Ale te postulaty to wreszcie jakiś punkt zaczepienia. Z nich i przez nie droga do dalszych rozważań.

Wszyscy juz chyba słyszeli, widzieli, czytali o wydarzeniach, które miały miejsce w podbagdadzkim więzieniu Abu Ghraib w Iraku. W którymś z artykułów, które czytałem na ten temat we Wprost, Gazecie Wyborczej i Forum pojawiło się stwierdzenie oskarżające nie tylko samych sprawców czy tych, którzy ich do tego popchnęli, ale także ludzi, którzy stojąc i biernie przyglądając się tak nieludzkiemu traktowaniu tych ludzi. To przecież oni stanowili tam przeważającą liczebnie siłę, a nie zrobili nic, by przerwać ten hańbiący całą chrześcijańską cywilizację proceder. Tłumaczono to wpływem, naciskiem grupy, strachem, konformistyczną presją. Gombrowicz nie zdziwiłby się obserwując całą tę sytuację. Człowiek funkcją innych ludzi, wiecznie podporządkowujący się im wszystkim i każdemu z osobna…

Przeczytałem całą tę dyskusję kilka dni temu z nutką obojętności przynależnej niezależnym obserwatorom. Aż dzisiaj coś mnie uderzyło. Przypomniałem sobie pewne wydarzenie, które miało miejsce mniej więcej półtora roku temu.

W liceum mieliśmy w klasie kolegę, który prezentował trochę odmienne podejście do sprawy własnego wyglądu niż pozostali. Zbliżał się koniec czwartej klasy, a on ani razu się jeszcze nie golił. Wyglądał okropnie. Słabe, rzadkie włoski porastały mu całą twarz w sposób tak nieestetyczny, że dziewczyny wręcz nie chciały z nim rozmawiać. W pewnym momencie zaczęliśmy delikatnie informować go o tym, jak koszmarnie wygląda. Koleżanki wręcz prosiły go, by się ogolił. W końcu gdzieś w klasie urodził się pomysł, żeby może zrobić mu przysługę i go w tym „wyręczyć”.
Zaczęło się od planów, w trakcie były momenty zwątpienia poszczególnych jednostek, ale w końcu tłum wygrał. Za najdogodniejszą uznana została lekcja angielskiego. Kolega przyniósł maszynkę. Napięcie zaczęło narastać. Wszedł. Kilka osób przystąpiło do akcji, reszta siedziała w ławkach. Złapali go, przycisnęli do stolu i próbowali ogolić. Stałem i patrzyłem, chyba jak zwykle z pewną obojętnością.
Wszystko przerwała nauczycielka, której jednak wytłumaczono całą sytuację jako próbę zrobienia koledze zwykłego kawału, czy wręcz pomoc w powrocie na łono społeczeństwa. Dojrzałych, ogolonych.
Nikt się nawet nie zdenerwował, nie oczekiwał szerszych wyjaśnień. Sprawa rozeszła się po kościach.
Dopiero potem pomyślałem o tym, że nasz nieogolony kolega miał zapewne jakieś powody, by pozostawać swoją dziewiętnastoletnią twarz w stanie takiej „przedłużonej” niedojrzałości. Niezależnie od tego jakie one były, powinniśmy je poszanować.

Nie było w tym nic lepszego niż znęcanie się dresów nad długowłosymi chłopakami czy wreszcie katowanie więźniów w Abu Ghraib. Wymiar i pochodzenie tego znęcania się są zupełnie inne, ale mechanizmy, które nim sterują w zasadzie takie same. Nie chodzi o szczeniackie wybryki, chęć zrobienia komuś głupiego kawału, nie one stawiają mnie w jednym rzędzie ze strażnikami podbagdadzkiego więzienia. Chodzi po pierwsze o nieuszanowanie odmienności cudzych poglądów, czyli nietolerancję, po drugie o bezsensowne robienie czegoś z nudów po prostu, żeby coś się działo. Po trzecie wreszcie, a ma to już wymiar bardziej jednostkowy, o poddanie się woli grupy, woli tłumu. Tłumu, który jest przecież głupszy od najgłupszego ze swoich członków. Poddajemy się presji otoczenia, by nie zostać odrzuceni, napiętnowani, ale te powody są podświadome, nie zdajemy sobie z nich sprawy. Człowiek nieuświadomiony nie jest w stanie tych mechanizmów rozpoznać sam, chyba że sam w stosunku do siebie ma dużą samoświadomość, że ma świadomość własnych uwarunkowań, wpływów, którego działają na niego z zewnątrz. Ale jeśli już wiecie, że taki mechanizm istnieje, możecie spróbować zyskać trochę wolności od takiego wpływu na was. Próbować, bo pewnie wam się nie uda, ale w tej próbie będzie już jakiś zalążek wolności.

Jest oczywiście pozytywny wymiar takiej siły grupy. Bez niej nie byłoby wielkich zrywów powstaniowych, patriotyzmu, odbudowy Polski po odzyskaniu niepodległości, czy Drugiej Wojnie Światowej (zryw ku odbudowie był przecież w dużej mierze spontaniczny). Ale zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że moc którą posiada masa wobec jednostki, swoista społeczna grawitacja zostanie wykorzystana w sposób, który członkom tej masy (z osobna) nawet nie przyszedłby do głowy.

Wniosków jest kilka. Trzeba uciekać. Wymykać się, ile się da. Protestować. Na zewnątrz – w tych przypadkach, kiedy komuś dzieje lub może stać się krzywda. Wewnętrznie – gdy istnieje obawa, że przestajemy panować nad sobą, że unosi nas fala tłumu, masy, grupy. Trzeba patrzeć na swoje życie z perspektywy lat, zastanawiając się choć chwilę nad zasadnością i prawidłowością swoich przeszłych działań, by nie popełniać błędów w przyszłości. Hominis est errare, insipientis in errore perseverare.
Wreszcie, trzeba myśleć, rozważać, analizować. Wbrew temu, co mówiła moja siostra. Nie za dużo, owszem. Myślenie nie może stać się celem samym sobie, jest ważne tylko o tyle, o ile ma jakiś cel zewnętrzny, użyteczny choć w małym stopniu.
Niektórzy nie umieją żyć zgodnie z zasadami, jeśli nie są pewni ich słuszności. Słuszność niektórych zasad trzeba odkryć, zrozumieć, potwierdzić na bazie własnych doświadczeń, a to nie dzieje się zawsze wtedy gdy znajdujemy się w jakiejś sytuacji i zachowujemy się w niej w jakiś sposób, ale często właśnie w późniejszym rozważeniu tego, co wtedy się z nami działo.

Nie chcę pozować na mentora, mędrca. Być może to, co napisałem jest stekiem bzdur. Ale taki jest mój punkt widzenia, a jak już wiele razy powtarzałem, w naszych czasach każdy może wysłać swoje myśli w eter. Wybór należy do was.

Sesja dopiero się zaczyna. Dostałem już jedną piątkę na początek, mam nadzieję, że to dobry znak. Mam dzisiaj zaliczenie, nic nie umiem, ale nagle mnie olśniło, więc musiałem napisać. A następna notka jest jak zwykle wielką niewiadomą. Czytajcie więc i piszcie, co tam macie do powiedzenia.


  • RSS