maurycy blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2004

Znowu ja…

10 komentarzy

Nie wiem czy zostałem dobrze zrozumiany. Nie chodziło o mnie, ale o Ja. To jakby ktoś nie zauważył. Ja jako kategoria, pojęcie. Nie Ja jako ja.
Howgh!

Ja

5 komentarzy


Lustro, niebieskie kafelki i zapach płynu dobywający się z lśniącej umywalki po piątkowym sprzątaniu. Oczy w lustrze zmęczone. Znowu patrzę na siebie – patrzę na Ja? Ja przecież tam w lustrze! Ja środkiem świata. Mojego świata. Patrzę na świat zawsze swoimi oczami, bronię się, gdy ktoś wpycha mi na nos jakieś (różowe?!) okulary. Patrzę przez Ja. A może – Ja patrzy? Hola! Łapać Ja! Nie pozwolić Ja uciec ode mnie. Bo Ja to ja przecież!

Świat dzieli mi się na Ja i na to, co na zewnątrz Ja. Bo jest jeszcze Nie-ja, czyli świat-nie-we-mnie. Pół na pół. Pół dla Ja jednego, jednej jaźni, tysiąca wspomnień, słów, miliona myśli. Pół dla miliardów ludzi, bilionów cudzości. Pół świata zajmuje Ja. Drugie pół to nieskończoność. Nie matematyczna nieskończoność, ale raczej nieogarnioność jakaś. Zrównanie siebie z nieskończonością! Toż to czysty egocentryzm! Siebie stawiać w centrum wszechświata! Grzeszny egocentryzm! Anty-chrześcijański, niehumanitarny jakiś, niepoprawny. Ale Nieunikniony zarazem.

A za nim egoizm. Egoizm jest przecież motorem każdego działania. Choćby nie wiem jak wydawało się bezinteresowne. Miłość egoistyczna, altruizm egoistyczny. Percepcja egoistyczna. Wszystko przez pryzmat Ja widać. Wszystko się Ja tłumaczy. Nawet ja się Ja tłumaczę. Wszystko dla Ja, wszystko w potrzeby się zmienia! Świętego spokoju, spokoju sumienia, korzyści, miłości, altruizmu, wiary. Potrzeby ludzkie – zawsze egoistyczne, bo Ja karmią.

Ale…
Ja – to tylko kropla w szklance społeczeństwa. W szklance narodu, grupy. Rozpuszczona, przebarwiona ich kolorem. Z prądem płynącą. Potrzeby historycznie i społecznie ludzkie wsiąkają w moją skórę od prawie dwudziestu lat. Ja społeczne? Ja produktem społeczeństwa! Jestem kroplą wyciśniętą ze szmaty narodu, rodziny, Europy. Ja – produkt świata. I egoizm mój, we mnie, również produktem świata, środowiska, społeczeństwa! Mój więc czy nie mój?

Ha! Dobrze! Tym bardziej nieunikniony, bo wtłaczany. Za młodu, gdy jeszcze nieświadome pacholę wchłania, imituje każde zachowanie. Ale tym jakoś usprawiedliwiony. Ja. Grzech pychy wspólny dla ludzkości całej! Może Ja grzechem pierworodnym jest? Lecz nie moim grzechem tylko, bo z przeszłości mi narzuconym i przykazanym przez pierwszych rodziców.

Hola! Hola! A gdzie ja w tym wszystkim?! Gdzie dla mnie miejsce? Ja – w wirze historii, bez wolnej woli, bez wpływu?! O nie! Co to to nie! Musi być dla Ja miejsce! Świat mi się wdziera w to Ja moje, sprytnie za Ja społeczne się przebierając! Więc już nie pół Ja prawdziwym i niepowtarzalnym Ja się okazuje. Mniej Ja jest Ja prawdziwie? Świat z namiastką swej nieskończoności w Ja mi się wdziera! Pycha osłabiona, Bóg w tej jaźni społecznej we mnie wchodzi. I już Ja się z Bogiem nie zrównuję.

Ale pod tym przebraniem Ja narzuconego, wtłoczonego, Ja prawdziwe musi siedzieć. Ja, cały Ja i tylko Ja! Bronić Ja muszę! Siebie bronić! I jeszcze Ja rozpuszczone w świecie. Ja w świecie i w ja-źniach innych. Obraz Ja pozostawiony. Części bez dopełnień! Bez szans na dopełnienie przez Ja, bo już do Ja nie pasujące. Ja w innych. Zebrać Ja muszę w całość. O prawdę bić się! O Ja jedno i prawdziwe.

Ale egoizm, indywidualizm, świadomość ja – dane mi z przeszłości i z zewnątrz, więc nie moje znowu! Jak mam się Ja cudzym bronić?! Jak moje nie moim ratować?!

Ha! A jednak! W tym cała zagadka tkwi! By za wszelką cenę Ja bronić! Środkami z zewnątrz i od wewnątrz! Ja świadomie naczelnym zadaniem dla Ja uczynić! Moje Ja i nie moje! Ale we mnie. I tak nim jest przecież! Świadomość! Świadomość! Świadomość Ja… Ja-sność!

Ale…
Ja w sobie łatwiej bronić. W twierdzy ciała, jaźni duszy. Ja schować można. W świecie Ja zawsze zdeformowane być musi!

Formo!
Zbawienie i zgubo nasza!

Maurycy R.

Witoldowi Gombrowiczowi w 100. rocznicę urodzin.

Jeszcze

Brak komentarzy

        Patrzy na równy tłumów marsz,
        Milczy wsłuchany w kroków huk,
        A mury rosną, rosną, rosną,
        Łańcuch kołysze się u nóg…


Mury

On natchniony i młody był, ich nie policzyłby nikt
On im dodawał pieśnią sił, śpiewał, że blisko już świt
Świec tysiące palili mu, znad głów unosił się dym
Śpiewał, że czas, by runął mur, oni śpiewali wraz z nim

Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany, połam bat
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!

Wkrótce na pamięć znali pieśń i sama melodia bez słów
Niosła ze sobą starą treść, dreszcze na wskroś serc i dusz
Śpiewali wiec, klaskali w rytm, jak wystrzał poklask ich brzmiał
I ciążył łańcuch, zwlekał świt, on wciąż śpiewał i grał

Wyrwij murom zęby krat
Zerwij kajdany, połam bat
A mury runą, runą, runą
I pogrzebią stary świat!

Aż zobaczyli ilu ich, poczuli siłę i czas
I z pieśnią, że już blisko świt, szli ulicami miast
Zwalali pomniki i rwali bruk – Ten z nami! Ten przeciw nam!
Kto sam, ten nasz największy wróg! A śpiewak także był sam

Patrzył na równy tłumów marsz
Milczał wsłuchany w kroków huk
A mury rosły, rosły, rosły
Łańcuch kołysał się u nóg

Jacek Kaczmarski
1978

PBS:
        Samoobrona – 29
        PO – 22

CBOS:
        Samoobrona – 24
        PO – 29

SMG/KRC(?):
        Samoobrona – 21
        PO – 34

I co ja, kurwa, studiuję?

        Potrzebuję teraz

        potrzebuję teraz kilku chwil spokoju
        jak wąż który w końcu zrzuca skórę starą

        by wejść z dojrzałością w nową niedojrzałość

        jestem prawie nikim i mądrości cudzej
        potrzebuję teraz – wreszcie to uznaję
        z tego co wiedziałem zostało mi nie wiem
        (patos Sokratesa niezbyt się udaje)

        czasu potrzebuję by przekuć na nowo
        ostrze metafory stępione o papier

        wyrwać się z niewoli oddechów Euterpe
        i nie biec za każdym przebłyskiem idei
        jak na szczyt zdobyty raz na zawsze teraz

        lecz raczej traktować jak marmuru płytę
        w której może kiedyś dojrzę zarys dzieła

        styczeń-kwiecień ‘04

To już wersja raczej ostateczna.
Porównajcie z pierwszą.

        Do moich przyjaciół

        Już widzę nas za kilka lat,
        Gdy każdy pójdzie w swoją stronę:
        Niektórzy zawojują świat,
        A innych znowu świat pochłonie

        I każe im swą ścieżką iść
        I w konformizmu chwyci szpony
        I na dnie egzystencji gnić
        (Oby ten obraz był chybiony).

        I może Ci szczęśliwsi z nas,
        Którzy tkwić będą na ołtarzach,
        Nie chcąc przegranym patrzyć w twarz,
        Przezornie ich „nie zauważą”.

        Pęknie nawet najtrwalsza więź
        Przetrze się najmocniejsza lina
        Lecz niech ten grafomański wiersz
        Zwietrzałą przyjaźń przypomina.


        3 kwietnia ’04

Blogi

2 komentarzy

wyrzucamy te słowa w pustkę
licząc na to że ktoś nas wysłucha
nie wiedząc tak naprawdę czego chcemy

no chyba że chcemy szczęścia
ale wiadomo – nikt nie wie co to jest
więc szukamy kontaktu po prostu
a może i uznania

widziałem dzisiaj spłoszoną mysz
jej wysłuchali
uznali ją
postawili na świeczniku

ale nie wydawała się
ani trochę szczęśliwsza

więc
pytanie wraca…

To nie jest wiersz Moi Drodzy. To jest Bezformie. Późno już.
Dobranoc.


  • RSS