maurycy blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2004

Byłem dzisiaj na imprezie. Klub, tłum ludzi. Patrzyłem na nich, jak przez kraty w zoo. Znowu…
Oparty o ścianę, rozparty na kanapie patrzyłem na facetów robiących wszystko, by poderwać laseczkę, na laseczki robiące wszystko, by zwrócić uwagę facetów. Na pary wchodzące do kibla i wijące się na kanapach. Tak ze trzy godziny…

O mały włos sam bym się do nich nie przyłączył, gdyby nie fakt, że ostatni pociąg odjeżdżał 0:40.
Mój osobisty szatan chyba jeszcze nie znokautował zupełnie anioła stróża. A więc światło jeszcze świeci mi w oczy. W tym jest też nadzieja na przyszłość.
A teraz pójdę spać…


„Wszystko jest poezją
Każdy jest poetą”
Czasami nawet chciałbym, żeby te słowa były prawdą.
Może też bym się załapał…

Skończyła się sesja, więc Maurycy wraca. Nie na długo, bo wkrótce wyjeżdża, ale może coś sensownego napisze. Albo i nie, bo pustka w głowie została. To jest jak jakieś straszne wypalenie, jakby baterie się skończyły po prostu. Taka chwilowa śmierć. W tym strasznym czasie wydaje mi się, że nie mam totalnie nic do powiedzenia, że nigdy nie miałem, bo o czym niby miałbym mówić. Przecież głowę mam pustą jak wydmuszka. Ah, już wiem, ale o tym wyżej będzie. A poza tym zabieram się za opowiadanie dla Pilcha (konkurs Polityki).

ichuj.org

Brak komentarzy

Blog.pl szwankuje. Stąd błędy na stronie. Blog.pl nie radzi sobie z backslashem…
Wywaliłem cały kod, w którym miałem użyć tego backslasha, więc błędów już nie ma, ale mimo wszystko kicha, że to nie działa…

Nad ranem

1 komentarz

        Chciałbym pisać jak mój ojciec. Tworzyć atmosferę, nastrój. Wierszem. Przeczytałem wczoraj mniej więcej czterdzieści jego wierszy. Wspomnienia, impresje, wyznania. Wiara i filozofia przeplatają się w nich nieustannie. Bagaż lat i doświadczenia robią swoję. Może ja za 25 lat też tak będę. A u mnie niemoc i siedzenie do szóstej nad ranem, bo wewnętrzna walka, egzaminy, nieoddane prace zaliczeniowe. Wszystkie niedawne myśli zeszły na dalszy plan i teraz tylko ciężka praca, by wypełnić zobowiązania. Ale kilka uśmiechów losu i pozytywnych zdarzeń poprawia nastrój i mam siłę iść dalej, nie paść na łóżko, nie paść na trawę, nie paść trupem. Wiem komu dziękować, chociaż z wiarą zawsze miałem problemy…

Schizol2ax.jpg

Przepraszam, ale brak czasu i weny, bo sesja i presja.
Może jutro będzie lepiej, a może gorzej będzie.
Życzcie szczęścia…

Czwartek

7 komentarzy

16:52 Zmierzch coraz wyraźniej daje znać o sobie. Przemierzam kuchnię powolnym, ciężkim krokiem. Kubek mocnej, ciepłej herbaty rozgrzewa dłonie.
          Jest w tym wszystkim jakieś poczucie odrealnienia, jakbym był sam w domu i sam na świecie. Czy nieprzystosowanie do społeczeństwa jest czymś obiektywnie złym? Z punktu widzenia nauk społecznych jestem dewiantem, to wiem, zdążyli mnie już trochę uświadomić na studiach.
          Same sprzeczności w tobie, Maurycy. Z jednej strony miłość i wielki pęd ku drugiej osobie, z drugiej ucieczka przed tłumem. Ale układ równań jednak daje się rozwiązać. Kluczowy jest kontakt z człowiekiem, nie z ludźmi. Samotność w tłumie. Do tego takie piękne słowo – dehumanizacja. Coś Wam to mówi?
          A więc żadnych sprzeczności. Chcę po prostu patrzeć w oczy i mówić, a nie krzyczeć do tłumu z prośbą o uwagę. Miłość zyskuje nowy wymiar. Miłość to otwarcie się na drugiego człowieka. Chęć rozpoczęcia wymiany myśli, jakiejkolwiek. Poznania tej drugiej osoby. Jest w tym jakaś namiastka braterstwa, ale ograniczonego do dwóch ludzkich istnień. Częściowy powrót do stanu natury. A w nim to, co stało się podstawą wszelkich dociekań ludzkich. A więc coś z filozofii. Zadziwienie. Zainteresowanie drugim człowiekiem.
          A co z tego dla nas? Szukać w człowieku tego, co tylko jemu jest dane i wyraźnie odróżnia go od innych. Nie patrzeć na nich jak na masę. Widzieć każdą twarz z osobna. Tyle, że w wielkich miastach za dużo ich, by na każdym zatrzymać wzrok i myśli. Na początku kontaktu, na ulicy, decyduje przypadek, potem zaczyna się wartościowanie, ocena. I wybór. Dlatego tak ważne są trwałe więzi, gdzie ludzi można poznać dogłębnie i zdecydować. Im więcej ludzi, tym gorzej. Im mniej, tym lepiej można ich poznać. W sporadycznym kontakcie każdy może oszukać. Przecież maskę nie zawsze zakładamy podświadomie. Czy to nie błędne koło?
          Samotność lub miłość. Nie ma innego wyboru. Inne kontakty tylko z konieczności. Moja twarz coraz bardziej pogrążona w mroku.

          Zło?

* * *

10 komentarzy

          miłość mi wpadła do oka nie w oko
          głęboko
          i swędzi siedzi czy to ona czy jej brak

          podwinę powiekę
          sam nie wyjmę bo zaboli
          przyjdz ratuj oko

          i róże
          i marsza nam zagrają
          niech zwyczajnie będzie tak

                                              styczeń 2004

          Wielka czarna chmura rosła nad miastem zakrywając niebo. Coraz mniej gwiazd było widać w nocy, coraz nieśmielej słońce walczyło z mrocznym agresorem. Nawet w południe bliżej było nocy niż dnia. Mieszkańcy stolicy jak zwykle ponurzy, zszarzeli jeszcze bardziej. Im większy był postęp ciemności, tym częściej smutek i gniew gościł na ich twarzach. Nikt nie zdawał się jednak dopatrywać przyczyn tego nastroju w przedziwnych zjawiskach zachodzących nad miastem. Wszyscy wlepiali wzrok w ziemię, goniąc za swoimi codziennymi sprawami.
          Maurycy stał na balkonie i bacznie obserwował horyzont. Czarny kształt już niemal pożenił niebo z ziemią swoim mrocznym panowaniem. Powietrze zaczynało gęstnięć i przepuszczać coraz mniej światła, jakby diabelska chmura chciała opaść na ziemię i zadusić jej mieszkańców. Zaniepokojony Maurycy szukał w pamięci możliwych przyczyn tego stanu. Zło – to pierwsze, co przyszło mu na myśl. Nie miał siły na logiczne rozważania, zaufał więc przeczuciu. Wiedział, że musi działać szybko i bez wahania. Bał się jednak, że pustka, która wypełniała mu głowę, skutecznie uniemożliwi mu wykonanie zadania. Mimo wszystko nie było czasu na wątpliwości…
          Po wyjściu na ulicę, wsiadł do pierwszego autobusu i bacznie się rozejrzał. Ludzie wokół patrzyli spode łba, jakby w przestrachu, obawie o własne życie.
          Miłość ze śmiercią pojedynek wygra… – nie wiedzieć czemu zaświtało mu w głowie. Promień słońca przebił się przez chmurę i padł na twarz Maurycego. Zebrał całą energię, skupił siłę woli i poruszył tysiące drobnych włókien mięśniowych swojej twarzy. Kąciki ust zaczęły wędrować ku górze, a w oczach pojawiło się światło. To był najtrudniejszy uśmiech w jego życiu. Z początku bez efektów, wydawać by się mogło, że zawiódł. Na szczęście chwilę potem piękna dziewczyna pod oknem odwzajemniła jego pozytywny gest. Pojawiło się kilka uśmiechniętych twarzy.
          A więc jednak się udało. Maurcy wysiadł z autobusu i ruszył w miasto, by rozganiać chmury nad ludzkimi duszami. Po kilkugodzinnej wędrówce czuł się zmęczony, ale szczęśliwy. Słońce znów pojawiło się na niebie. Chmura nie znikła, jednak zaczęła się cofać. Niebo nigdy nie będzie tak czyste jak nad głową Adama i Ewy, lecz nie robiąc nic, sami skazujemy się na ciemność…
          Najgorsze, że oni tego nie widzą. A to się dzieje naprawdę…

          - Za duży jest rozdźwięk między tym, kim jesteś, a tym, kim chcesz być – powiedziała Fasolka znikając w drzwiach.
          Później, wracając do domu, Maurycy zdał sobie sprawę, że było to najtrafniejsze podsumowanie minionego roku i zarazem najlepsza wskazówka na rok następny.
A więc zasady…

I gdzie się podziała Twoja postkonwencjonalna moralność, mój drogi Maurycy?

***

          Pamiętacie moją opowieść o aniele? Jest jeszcze jedna dziewczyna. Mieszka w moim rodzinny mieście. Pierwszy raz ujrzałem ją mniej więcej dwa lata temu. Cudna blondynka. Zawsze spotykałem ją w kościele, jak głupi wpatrując się w jej śliczne oczy. Ostatnio nie miałem szczęścia do tych „przypadkowych zetknięć”, więc jej uroda trochę przycichła w moich wspomnieniach.
          Przed Świętami w zeszłym (już zeszłym) roku dwie osoby życzyły mi miłego zaskoczenia. Pierwsze miłe zaskoczenie sprawiła mi pewna anonimowa osóbka o bogatej duszy niezmiernie ciekawych przemyśleniach, nawiązując ze mną swoistą wymianę myśli. Drugi raz zaskoczenie przyszło w Sylwestra. Otóż mój jasnowłosy anioł przypadkiem wybierał się na imprezę tym samym pociągiem. Pomyślałem, że sytuacja się nie powtórzy i zdobyłem się na odwagę. Okazało się, że jest w moim wieku (okrutna pomyłka, jak zwykle myślałem, że jest starsza). Lepiej być nie może. Może to trochę przyziemne, ale wiecie jak działają na mnie piękne kobiety…

***

          Stary rok odszedł w moich stronach w niezbyt przyjemnej aurze deszczu i pluchy. Rano wszystko było już białe. To dobry znak. Z krzyżem na piersi i otuchą w sercu idę więc dalej przez czas…


  • RSS